To nie jest mecz piłkarski

Anna Katarzyna Wiśniewska
Od 25.10.2015 roku Prawo i Sprawiedliwość w pełni dysponuje władzą ustawodawczą (Sejm i Senat) oraz wykonawczą (Prezydent i Rząd). Pozostaje jeszcze władza sądownicza. Niestety nie cała, bo z Trybunału Konstytucyjnego pozostały strzępy. Niemniej jednak pozostaje i trzymajmy mocno kciuki, żeby jak najdłużej pozostała. Bo jeżeli nie… Zobrazuję to na prostym, sportowym przykładzie

Od 1,5 roku jesteśmy świadkami zmieniającego się na naszych oczach ustroju Polski. Wydawałoby się, że blisko 30 – letni dorobek państwa demokratycznego, osadzonego na przyjętej w drodze referendum Konstytucji RP jest solidnym fundamentem. Było. Dopóki nie poszedł w ruch PiSowski buldożer wspomagany młotami pneumatycznymi. I tak rządzący politycy zamiast budować i tworzyć, wzięli się niszczenie, rozwalanie, demontowanie i rujnowanie. Taka o to „dobra zmiana”.

Nie jest wielką tajemnicą, że Jarosław Kaczyński ma swoją wizję modelu państwa – scentralizowanego, z omnipotencją partii rządzącej sterującej każdym aspektem życia społeczno – gospodarczego poprzez rozbudowany system podległej jej administracji publicznej. To wszystko tworzone w atmosferze głębokiego podziału społeczeństwa realizującego zasadę „Kto nie jest z nami, jest przeciwko nam”. W tym modelu stawia się na prymat państwa nad obywatelem. Nad jego swobodą życia, wyborami, samorealizacją, podejmowaniem wolnych od państwa wyborów. Przykładów takich działań w polityce PiS mamy aż nadto.

To wszystko będzie pozostawało jednak tak długo w sferze planów, dopóki zachowany zostanie „trójpodział władzy”. W debacie publicznej, na manifestacjach i podczas wieczornych knajpianych rozmów termin ten padał już pewnie milion razy w ostatnim roku. I po raz pierwszy nie był tylko suchym pojęciem akademickim, a realnym przedmiotem debaty politycznej. I choć zdecydowana większość Polaków opowiada się za tym właśnie „trójpodziałem”, to mimo wszystko następuje pewne społeczne przyzwolenie na jego niszczenie. W imię „dobrej zmiany”, w imię „poprawy życia.” Ale czy potrafimy sobie teraz wyobrazić nasze życie, bez tego nienamacalnego „trójpodziału”? I don’t think so…

Od 25.10.2015 roku Prawo i Sprawiedliwość w pełni dysponuje władzą ustawodawczą (Sejm i Senat) oraz wykonawczą (Prezydent i Rząd). Pozostaje jeszcze władza sądownicza. Niestety nie cała, bo z Trybunału Konstytucyjnego pozostały strzępy. Niemniej jednak pozostaje i trzymajmy mocno kciuki, żeby jak najdłużej pozostała. Bo jeżeli nie… Zobrazuje to na prostym przykładzie.

Większość z nas ogląda albo choć raz w życiu oglądała mecz piłki nożnej. Wyobraźmy sobie sytuację, że przyjeżdża drużyna gości. Dobrze przygotowana fizycznie i mentalnie, nowe stroje, opieka medyczna. Z drużyną przyjeżdża nawet duża grupa ich kibiców, którzy zajmą niemały sektor na stadionie. Mecz o wysoką stawkę, tysiące ludzi przed telewizorami. Wybiega drużyna gospodarzy, równie dobrze przygotowana do meczu. Zapowiada się niezwykle zacięty i emocjonujący pojedynek. I tak by było… gdyby nie jeden szkopuł. Sędzią tego meczu będzie osoba z drużyny gospodarzy! Tylko zamiast jednakowego trykotu, przywdziewa czarną koszulkę sędziego.
Założę się o dobrą whisky, że oprócz kibiców drużyny gospodarzy wszyscy krzyczeliby „skandal!!”, „to łamanie zasad!”, „to nie fair play”, „jak można mówić o uczciwym meczu!!”, „to granda!!”. I mieliby rację… Oburzenie byłoby widoczne także wśród międzynarodowych obserwatorów obecnych na stadionie. Sytuacja zrobiłaby się na maxa nerwowa. Ale sędzia gwiżdże i rozpoczyna mecz. Można podjąć rękawicę albo zejść w złości do szatni. Na stadionie wywołałyby się burdy i wkradłby się chaos. Ale nie w takich warunkach odbywały się mecze piłkarskie. Pytanie tylko, czy to jest wystarczający argument…



Zakładając jednak, że mecz się odbył, sędzia był oczywiście stronniczy, ale się starał to ukryć. Pomagał gospodarzom, dwóm zawodnikom drużyny gości bezpodstawnie wlepił czerwone kartki i nie widział ewidentnych spalonych. Mecz się kończy zwycięstwem gospodarzy, co było do przewidzenia. Zabierają puchar i w poczuciu radości idą świętować.
W naszych realiach, któraś z międzynarodowych federacji unieważniłaby mecz i zarządziłaby powtórkę na uczciwych zasadach. A co się stanie, gdy drużyna gospodarzy uzna, że ta organizacja się wtrąca w nie swoje sprawy? Gdy Prezes klubu wyzwie ich przedstawicieli publicznie i pokazując „gest Kozakiewicza” odmówi udziału w powtórce, a puchar postawi na samym szczycie swoich klubowych trofeów?? Jako kibice drużyny gości chodzilibyśmy wściekli tygodniami, a nawet miesiącami, komentując w domu, w pracy, na spacerach i w restauracjach, jak to zostaliśmy w podły sposób oszukani.

Każdy z nas powie, że to niemożliwe… Niestety, Moi Drodzy, możliwe. Dokładnie taki obraz chce nam zafundować Jarosław Kaczyński. Polski nieuczciwej, jednostronnej, stawiającej na siłowe rozwiązania, nieuznającej jakichkolwiek zewnętrznych arbitrów i organizacji.

Polskie sądy, jak i wszystkie na Świecie, nie są idealne. Jeśli nie chcemy jednak we własnym państwie czuć się jak ta oszukana ekipa gości, to musimy postawić twardą tamę przed zawłaszczaniem Krajowej Rady Sądownictwa i sądów. Już nawet nie dla sędziów. Ale dla nas samych, ceniących uczciwość, niezależność i uczciwe zasady funkcjonowania państwa.
Trwa ładowanie komentarzy...